poniedziałek, 29 grudnia 2014

Postanowienia noworoczne i podsumowanie

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić moimi przemyśleniami na temat roku, który małymi krokami dochodzi do końca, a także napisać jakie mam postanowienia na przyszły rok.

W ostatnich dniach brałam udział w niesamowicie koszmarnych świętach, przez co z góry przepraszam jeśli post będzie przepełniony goryczą. Postaram się nad tym zapanować.Dodatkowo mam okropną migrenę, jednak postanowiłam napisać to co siedzi mi w głowie.

Rok 2014 był dla mnie ciężki. Czekało mnie zakończenie studiów, napisanie pracy licencjackiej i przeprowadzka. To wszystko prawie w jednym momencie. Studia udało mi się skończyć, niestety nie obyło się bez poprawki, która sprawiła, że pisanie pracy licencjackiej rzuciłam w kąt. Po skończonym semestrze letnim przyszedł czas na remont mieszkania. Wróciłam w rodzinne strony, zostawiłam Legnicę daleko za sobą i pomagałam tacie w remoncie. Dzięki temu totalnie olałam pisanie pracy, przez co prawie obudziłam się z przysłowiową ręką w nocniku. Spięłam się dopiero pod koniec listopada i udało się oprawić pracę. Teraz tylko się stresuję czy wszystko będzie dobrze i czy zdążę nauczyć się odpowiedzi na pytania do obrony...

Od pół roku mieszkam na Śląsku z moim chłopakiem. Była to dla nas duża zmiana, bo mimo, że mieszkaliśmy już razem w Legnicy to jednak zmieniliśmy dość agresywnie otoczenie. Takim oto sposobem ja pracuję, a on studiuje. Jest niesamowicie ciężko znaleźć czas dla siebie ale to normalne przy takim trybie...

W ciągu roku wielokrotnie zmieniałam fryzury, jednak o tym wiecie z poprzednich notek. Zastanawiam się czy robić znowu "włosowe" podsumowanie. Dodatkowo w tym roku przeżyłam najgorsze w moim życiu święta. Nie jestem wierząca ale jest to dla mnie czas podczas którego warto się do siebie zbliżyć, nie kłócić o pierdoły. Niestety w tym roku osoba u której byłam w gościnie miała to za nic i wywoływała kłótnie o pierdoły, bardzo nie ładnie jak na osobę wierzącą...Cóż ja jednak wiem o życiu, jestem przecież smarkulą, która nie ma prawa tej osoby pouczać. Dlatego też wylewam to z siebie tutaj. Jest mi niesamowicie przykro, że osoba którą miałam za dojrzałą okazała się nią nie być, a dodatkowo dodała mnie do listy swoich wrogów, oczywiście pod numer pierwszy, tylko dlatego, że mam własne zdanie i nie boję się mówić o nim głośno, szczególnie jak ktoś w środku nocy robi awanturę i zaczyna poniżać bliską mi osobę.
To chyba tyle z mojego marudzenia. Nie czuję się źle z tym, że wtrąciłam się w kłótnię, jest mi z tym bardzo dobrze. Jest mi źle z tym, że okazało się, iż ta osoba nie potrzebuje szczerych ludzi w swoim otoczeniu tylko zaprogramowanych androidów podzielających w 100% jej zdanie.

Uf...Jest mi od razu lepiej.

Co do przyszłego roku...Mam kilka postanowień, które chcę zrealizować. Zawsze mam problem z realizacją postawionych sobie wcześniej celów. Przez to nie dodaję regularnie notek. Taki ze mnie leniuszek śmierdziuszek. No, więc postanowienia:

1. Zwrócić większą uwagę na to co jem i zacząć jeść zdrowo. Sama świadomość o szkodliwości produktów które jem to tylko połowa sukcesu.
2. Zacząć regularnie ćwiczyć. Przez moją pracę mam zawalony cały dzień (od 13 do 21, plus dojazdy) i wolę się wyspać niż ruszyć mój otłuszczony tyłek ;)  Najprawdopodobniej zapoczątkuje to nowego bloga na którym będę dzielić się z Wami moimi postępami.
3. Przestać się przejmować opiniami obcych osób, które nic dla mnie nie znaczą oraz opiniami osób, które znam ale widuję je raz na jakiś czas i nie mają żadnego wpływu na moje życie.
4. Być lepszą partnerką w związku. Straszny ze mnie nerwus.
5. Wziąć na siebie szyciowy projekt, który wisi w powietrzu. Nie mogę do końca życia tylko marzyć o tym, że będę żyć z szycia. Czas spróbować.

To chyba najważniejsze punkty.

Na koniec film, który zobaczyłam po raz pierwszy w tym roku i kocham go całym sercem. Jest po prostu piękny...

niedziela, 28 grudnia 2014

Moje biedne włosy cz.2

Witajcie!

Na dzień dzisiejszy chciałam Wam pokazać zmiany jakie zaszły na mojej głowie.

Tak wyglądałam jeszcze we Wrześniu, świeżo po ścięciu u fryzjera.

A tak wyglądałam pod koniec Listopada:



Zaczesywałam grzywkę na bok, podobnie jak po samym strzyżeniu. Jak tak patrzę na zdjęcie (specjalnie przygotowane do dyplomu ukończenia studiów, może się w końcu uda) to nie widzę, jakiejś dużej różnicy. Może to kwestia tego jak je układałam, żeby ukryć odrost...

Oczywiście jestem "idealną" blogerką i nie zrobiłam zdjęć stricte pokazujących jak wyglądają moje włosy przed wizytą w Splot Shopie <klik> i nie mogę Wam pokazać zdjęć "przed" i "po". Cała nadzieja w Agnieszce ze Splot Shopu, która takie zdjęcia zrobiła :)

Aktualnie mam na głowie afro. Taka dodatkowa poduszka do kochania i przytulania. Kocham je, są cudowne, jednak mają dwa minusy. Strasznie swędzi mnie głowa w miejscach gdzie włosy są naciągnięte, staram się nie drapać ale kto w końcu nie ulegnie...Drugim minusem jest to, że ciągle się plączą i robią się kłaczki. Żeby je odświeżyć i porozdzielać muszę przeznaczyć trzy godziny wolnego czasu (albo czasu przeznaczonego na sen - to częściej się zdarza).

Więc...Ci, którzy mnie nie znają i nie widzieli mają szansę teraz się przekonać jak wygląda biała kobieta z blond afro na głowie.

Dodatkowo zdjęcie ze świąt, taki bonus
Niestety nie mam metra krawieckiego i jest już zbyt późno, żeby robić zdjęcia odrostu. Jednak jak tylko uda mi się to zrobić to zaktualizuję post :)


Konkluzja dotycząca rozjaśniania: W ciągu całej mojej przygody z farbowaniem i rozjaśnianiem nie zniszczyłam ich tak bardzo jak w te wakacje. Była to decyzja bardzo spontaniczna i niekoniecznie przemyślana. Powtórzę po raz kolejny, nie polecam takich domowych-spontanicznych akcji. Zrobicie sobie większą krzywdę niż myślicie. Oczywiście mówię tutaj o przypadku rozjaśniania włosów z czerni.

Przyznam się bez bicia, że miałam wiele chwil zwątpienia, chciałam zafarbować się z powrotem na czarno, nawet byłam w drogerii po farbę, ale w ostatniej chwili rezygnowałam, bo przypominały mi się lecące włosy, bolesne decyzje o ścinaniu się na krótko i wiele wiele innych chwil przez które musiałam przejść. Na dzień dzisiejszy mam afro i problem włosów mam z głowy na przynajmniej dwa miesiące.

Konkluzja dotycząca zdjęć: Muszę stanowczo zainwestować w dobry aparat...Jak długo można robić zdjęcia ziemniakiem? ;_;

W następnej notce będzie o postanowieniach noworocznych. Czyli wyrobię się jeszcze przed nowym rokiem!