środa, 24 września 2014

Kolejne urodziny. Gdzieś po drodze rocznica bloga.

Witajcie.
Nie mam ostatnio w ogóle czasu. Pisanie pracy i ogarnianie swojego życia zabiera mi tego czasu zbyt wiele. Dodatkowo od czasu do czasu wypadałoby by pomóc w remoncie własnego mieszkania i poprzewozić rzeczy z dolnego śląska. Ta ostatnia rzecz jest już prawie zrobiona. Zostało tam tylko kilka rzeczy, które zmieszczą się do walizki i spokojnie dam radę je przytargać busem.

Miałam pokazać Wam jak aktualnie wygląda moja szalona fryzura.
Wizyta u fryzjera wyglądała tak:




Tak, słyszałam już, że wyglądam jak ładny chłopiec, który się maluje :P
Oto dowód na to, że ktoś pomyślał, że jestem transem:

Nie, nie jestem pewna swojej płci :( Od zawsze byłam bardziej męska niż koledzy ;_; <oczywiście żartuję>

Cóż mogę dodać na koniec. Dziś stuknęło mi 23 lata. Czas leci i nic tego nie zmieni :/ Podobno wydoroślałam i zmieniłam się w ciągu ostatnich kilku lat. Nie wiem czy mogę się z tym zgodzić.
Nadal mam nawalone pod kopułą i nadal nie potrafię się ze wszystkimi dogadać (z drugiej strony, po co się ze wszystkimi dogadywać).

Dziękuję Wam wszystkim, że przez ostatni rok byliście tutaj ze mną i wspieraliście mnie we wszystkim co robiłam. Czy to szycie, przygotowanie do larpa czy eksperymenty z włosami.
Życzcie mi szczęścia w pisaniu pracy licencjackiej i abym ją obroniła kiedy już przyjdzie na to czas. Tymczasem, dobrej nocy Wam wszystkim, którzy wpadli tu dzisiaj przeczytać moje wypociny <3



P.S. Zostałam podpuszczona przez Alice do tego, żeby na twitterze napisać do Hugh Jackmana XD Zrobiłam to. Jak to mówi współczesna młodzież - YOLO ;)

poniedziałek, 1 września 2014

Moje biedne włosy...Czyli z czerni do blondu!

Witajcie!

Jakiś czas temu, skuszona postem Czerwonowłosej o rozjaśnianiu włosów, postanowiłam podjąć własną próbę i zejść z kolorem do blondu...
Niestety w odróżnieniu od Czerwonowłosej nie rozjaśniałam włosów z czerwieni, a z czerni. Popełniłam wielki błąd podejmując decyzję o samodzielnym dekoloryzowaniu/rozjaśnianiu.
 Ale od początku.  




 Zachęcona informacjami o dekoloryzatorach postanowiłam sięgnąć po dekoloryzator z Delii.
O, własnie taki...
Cena zachęcająca, bo kosztował 7,50. Stwierdziłam, że zaryzykuję, w końcu jest to dekoloryzator, a nie rozjaśniacz i najwyżej kolor nie zejdzie. Trudno. To co zobaczyłam po spłukaniu mieszanki doprowadziło mnie do łez. Na drugi dzień miałam jechać na wesele i byłam załamana tym efektem...





 






Zostały zaczesane do tyłu, przez co wyglądają przyzwoicie, jednak sami przyznacie, że kolor woła o pomstę do nieba...NIE polecam, nikomu.
Dodatkowo włosy stały się sianem. Trudno było mi je rozczesać, więc atakowałam je różnymi maskami nawilżającymi.















Po kilku myciach stwierdziłam, że czas na rozjaśniacz. Ze względu na używanie czarnej farby syoss do farbowania włosów musiałam sięgnąć po rozjaśniacz tej właśnie firmy. Kupiłam najmocniejszy z dostępnych i wzięłam się do roboty.
To cudo zrobiło mi z włosów całkiem przyzwoitą rudość, bez zbędnego obciążania włosa. Jednak nie jestem mistrzem nakładania rozjaśniacza poniżej linii odrostów i na czubku głowy stworzyłam sobie platynę. Był to cios prosto w serce. Znowu z mojej winy. 
Aby nie obciążać włosów jeszcze bardziej użyłam szamponetki o kolorze "bursztynowego brązu", nie pamiętam dokładnie jakiej firmy, grunt, że włosy całkiem dobrze zareagowały na ten kolor.









Tak prezentowały się moje włosy po wszystkim.
Kolor wyszedł całkiem ciekawie. Wyrównała się platyna na czubku głowy i rude końce.
Przez jakiś czas kolor mi odpowiadał i jedyną rzeczą jaką robiłam było odświeżanie go wcześniej wspomnianą szamponetką.







Widać już na włosach jaśniejsze pasma. Nie wiem z czego to wynikało. Efekt niezamierzony, ale udany.







A później mi coś odbiło...









I postanowiłam rozjaśniać włosy dalej. 
Nie wiem do tej pory dlaczego w tak spontaniczny sposób sięgnęłam po rozjaśniacz. 
Niestety po zmyciu rozjasniacza okazało się, że rozjaśnieniu uległ tylko czubek głowy, tworząc mi na głowie obrzydliwe odwrócone ombre. 
Poczułam się oszukana. Rozjasniacz z Syossa tym razem nie dał rady. Przykre doświadczenie. Nie powiem. 
Na co wpadłam? Otóż na to, aby przytłumić żółte i rude tony płukanką z Delii, bo "dlaczego nie"...
#Fryzjerka płakała jak widziała

Od płukanki odrost zrobił mi się granatowo/błękitny...
















Tak wyglądały włosy po wysuszeniu...
Rudy, rudy, rudy, rydz...
I ombre od platyny do pomarańczowej rudości...












W desperacji poszłam do fryzjera.
EFEKT:



Fryzjerka zrobiła mi pasemka rozjaśniaczem przez co nie wygląda to tak tragicznie, kolor się przemieszał i ustabilizował.
Włosy przycięte, ponieważ końcówki zaczęły ciągnąć się jak guma i rwać się przy najmniejszym dotknięciu.
Zniszczyłam je niewiarygodnie i fryzjerka była w ciężkim szoku ;_;
Niestety moje włosy przy tym ścięciu układały się tylko do jednej słusznej fryzury. Do boba...

Najgorzej...










Widać, że z tyłu przebija się zieleń. Jest to efekt wypłukiwania się płukanki z Delii, która miała uspokoić żółte tony...
Uspokoiła je tak bardzo, że wylazły tony zielone ;)
Czułam się w tej fryzurze jak mamut i miałam wiele chwil zwątpienia...
Wiecie, coś na zasadzie "wyglądam jak pawian, zafarbuję się na czarno, po co się męczyć"
Na szczeście kondycja moich włosów przypomniała mi o efektach rozjaśniania czerni...






W następnej notce pokażę jak wyglądała moja kolejna wizyta u mojej cierpliwej fryzjerki :)
Będzie sporo zdjęć ;)